Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1222/2009,  etykietowanie opon do samochodów osobowych i dostawczych ma obowiązywać od 1 listopada 2012 r.

Nowe rozporządzenie będzie dużym krokiem w kierunku informowania konsumentów o bezpieczeństwie (efektywność hamowania na mokrej nawierzchni) i wpływie ogumienia na środowisko (opór toczenia i zewnętrzny hałas toczenia opon).   

Co jeszcze ludzkość może zrobić by uratować misie polarne i powstrzymać nieuchronną zagładę świata? Może się sama unicestwi? Do takich wniosków doszli najprawdopodobniej szefowie koncernów chemicznych DuPont i Honeywell w asyście producentów samochodów, przy pełnym przyzwoleniu wielu komisji i organizacji światowych z Unią Europejską na czele.

Tym, którzy jeszcze nie wiedzą o co chodzi wyjaśniam, otóż zgodnie z dyrektywą unijną 2006/40/EU we wszystkich nowo produkowanych urządzeniach chłodniczych i klimatyzacjach muszą być stosowane czynniki nieprzekraczające wskaźnika GWP (Global Warming Potential – tłum. potencjał efektu cieplarnianego) powyżej poziomu 150. GWP wyraża się liczbą, która im wyższa, tym bardziej szkodliwy wpływ substancja wywiera na atmosferę. Używany przez ostatnie lata w klimatyzacjach czynnik chłodzący R-134a ma wartość GWP na poziomie 1430. Jak więc łatwo obliczyć prawie 10-krotnie przewyższa obecną normę a więc może spowodować, że w Polsce zaczną rosnąć mandarynki i ananasy.Verband der Automobilindustrie (VDA) – stowarzyszenie przemysłu motoryzacyjnego powstałe w roku 1901, zajmujące się rozwojem i badaniami w dziedzinie zagadnień motoryzacyjnych zaproponowało aby gaz R-134a zastąpić czynnikiem o symbolu R-744, czyli dwutlenkiem węgla, którego wartość GWP jest w pewnym sensie jednostką tej miary, więc wynosi 1 (jeden, one, ein, uno). Nie dość, że to czynnik tani, to jeszcze łatwo dostępny, ekologiczny i naturalny. Taka była umowa, z której w 2009 VDA się wycofało. Powód odstąpienia od takiego rozwiązania był prosty, otóż dwutlenek węgla okazał się  zbyt tani!!!  Jako oficjalny powód podano, że zmiany jakie musiałoby przejść każde auto wyniosłyby aż 100euro. Tym wszystkim którzy odetchnęli z ulgą, że nie będą musieli dzięki zapobiegliwości UE przerabiać swoich instalacji AC na „dwutlenkową” za aż 100euro, radzę, wstrzymajcie jeszcze oddech i doczytajcie resztę artykułu :)  Unia Europejska i środowiska moto-lobbystów nie mogły dopuścić do takiej niesprawiedliwości i dlatego wszyscy zgodnie podpisali się pod projektem wprowadzenia czynnika o oznaczeniu HFO-1234yf o wartości GWP = 4. To nic, że jest 4 razy gorszy dla środowiska niż dwutlenek węgla, ale za to jest kilkadziesiąt razy droższy! A pewności, że cena nigdy nie spadnie daje nam i gwarantuje patent koncernów DuPont i Honeywell. Każdy serwis klimatyzacji na nowym czynniku to koszt ok. 800zł, obecnie na R-134a to ok. 200zł a przy dwutlenku węgla koszt najprawdopodobniej nie przekroczyłby 50zł :)

Jednak to nie koniec złych wieści, najciekawsze jeszcze przed nami. Tak więc, czynnik jest zabójczy, łatwo palny, silnie żrący i nieziemsko rakotwórczy a skażone nim elementy traktowane są przy utylizacji jako odpady wyjątkowo niebezpieczne. Niemiecka organizacja ochrony środowiska przeprowadziła próbę polegającą na symulacji wypadku samochodu z jego pożarem. Klimatyzacja wypełniona była czynnikiem HFO-1234yf. Efekt? Porażający. Ta niebezpieczna substancja bez przeszkód przenikała z komory silnika do wnętrza. Fluorowodór który się wydzielił „pożerał” nawet szyby auta. Czy to kogoś przeraziło? Niestety nie, tylko Mercedes zwrócił się z prośbą do federalnego urzędu od spraw transportu aby pozwolił mu instalować stare systemy AC. Reszta producentów już montuje nowe systemy. Z uwagi na fakt, że alarm podniósł również niemiecki magazyn motoryzacyjny Auto Bild twórcy nowego czynnika poinformowali opinię publiczną, że wraz z organizacją SAE i kilkunastoma koncernami motoryzacyjnymi prowadzą badania mające potwierdzić, że czynnik jest bezpieczny.  Założenia słuszne tym bardziej, że HFO-1234yf miało swój debiut jako środek gaśniczy. Niestety, okazało się, że jest niebezpieczny i dlatego Honeywell w 2006 roku uznał mieszaninę HFO-1234yf i środka gaśniczego za środek niespełniający „wymogów produktowych”. Nawet Unia Europejska zabroniła stosowania HFO-1234yf w gaśnicach. Jakoś nie dostrzeżono, że ta sama trucizna będzie krążyć niedługo w naszych autach.

O mały włos bym zapomniał, otóż sam czynnik HFO-1234yf powoduje rozkład aluminium, magnezu i cynku czyli elementów z których robi się instalację AC. 

Odpowiedź na to pytanie jest oczywista i prosta, otóż… jak zwykle, chodzi o pieniądze. I to nie tylko o te zaoszczędzone przez producentów na jakości i materiałach, ale również o te, które wydamy zaraz po gwarancji. Zresztą sama gwarancja to zupełnie osobny temat (więcej na temat gwarancji) http://www.hq.gniezno.pl/news/143-gwarancja-producenta-samochodu-prawda-czy-falsz.html Nie mniej ważna jest również sprzedaż nowych aut, czyli utrzymanie miejsc pracy milionów  pracowników zatrudnionych w tysiącach fabryk  i pomniejszych zakładów z branży motoryzacyjnej.

Niekiedy może się wydawać, że motoryzacja jakby trochę zawracała z kiedyś obranego kursu i zamiast rozwoju mamy coś odwrotnego. Jednocześnie samochody są coraz lepiej wyposażone we wszelkiego rodzaju systemy bezpieczeństwa czy komfortu jednak silniki, skrzynie i inne podzespoły w których nie dokonano, aż tak wielkiej rewolucji zaczęły się jakby coraz częściej psuć. Producenci przestali tworzyć auta wieczne a zaczęli tworzyć umiarkowane buble, wypchane rzecz jasna w najnowsze systemy Car Audio, bardzo ekologiczne i bezpieczne dla użytkownika, choć mniej bezpieczne dla jego portfela J  Podobnie jednak wygląda w innych gałęziach przemysłu, choćby przykład sprzętu AGD. Gdzie tym nowym telewizorom, pralkom, odkurzaczom do trwałości ich praojców? Choć dzięki temu możemy częściej wymieniać sprzęty na nowe. Nowy, duży, lepszy telewizor czy pralka z dodatkowymi super systemami kuszą nas w każdej reklamie. Jednak w przeciwieństwie do samochodów, nie kosztują aż tyle! Nie trzeba ich również obowiązkowo serwisować u producenta w okresie gwarancji. I nawet ciężko mi to sobie wyobrazić, że np. co trzeci odcinek programu Kuby Wojewódzkiego musielibyśmy biec z naszym TV na obowiązkowy przegląd, czy co czwarte wyprane dżinsy, odwiedzić serwis z naszą pralką. Jednak dokładnie tak dzieje się w przypadku nowego auta i wszyscy się z tym godzimy. Gdyby samochody psuły się tylko po okresie gwarancji… nie byłoby tak źle. To znaczy byłoby źle J ale byłoby też lepiej niż jest dziś, bo dziś auta niestety psują się również w okresie gwarancji. Co gorsza większość usterek wynika z zepsucia części, która jest wpisana na listę części eksploatacyjnych czyli za które, pomimo gwarancji, musimy zapłacić sami. Dodamy tylko, że ta lista się niemiłosiernie rozrasta :)

Z czego to wynika? Głównie z oszczędności i faktu, że obecnie mamy nadprodukcję samochodów. Proszę nie myśleć, że dziś widok samochodu z lat 80-tych pędzącego po naszych ulicach, napawa dumą jego producenta. Oj, niestety nie. Producenci wolą informację, że wzrosła sprzedaż nowych aut a nie, że tak dobrze wykonali poprzednie, iż nikt nie musi kupić nowego. Oczywiście w przypadku, gdyby samochody stały się realnie tańsze (na poziomie np. sprzętu AGD), lub każdy z nas mógł zarabiać wielokrotnie więcej (na poziomie np. euro-poselskim) to pewnie chętnie wymienialibyśmy je nawet co roku na nowy model. No cóż, możemy sobie tylko życzyć takich czasów.

Kupowanie samochodów z lat 80 czy 90-tych też nie jest żadnym rozwiązaniem, choć w opinii fachowców wytrzymają one dłużej niż nowe. Jednak to stare samochody! A większość z nas woli to co nowsze. Nie bez znaczenia jest również fakt, że takie auta zatruwają środowisko. Wpływ spalin na wzrost zachorowań na raka jest potwierdzony przez światową organizację zdrowia. 20 lat temu mało kto o tym mówił. Proszę pamiętać też, że realne jest wprowadzenie przepisów zabraniających poruszanie się pojazdami niespełniającymi odpowiednich norm ekologicznych. Taka dyrektywa zmusiłaby większość z nas do wymiany aut na nowe, gdyż przerabianie starych byłoby nieopłacalne a nawet niemożliwe. Czy to brzmi nierealnie jak science-fiction? No nie wiem, są kraje gdzie już tak jest.

Czy za tym jesteśmy skazani na nowe, drogie a pomimo to psujące się auta? Pewnie tak, jeśli chcemy jeździć modnymi samochodami, dobrze wyposażonymi i bezpiecznymi dla zdrowia. Trochę szkoda, że nawet wybór dobrych uznanych marek nie zapewnia nam trwałości. Pamiętajmy jednak, że dzięki temu wspieramy całą branże motoryzacyjną, także serwisy takie jak nasz :). I tym, jakże optymistycznym akcentem, pozdrawiamy naszych obecnych i przyszłych klientów… 

Tester X-431 Diagun dystrybuowany na polskim rynku przez firmę Launch Polska został wyróżniony Złotym Medalem 2012 Międzynarodowych Targów Poznańskich. Tester X-431 Diagun przeznaczony jest do przeprowadzania kompleksowej diagnostyki pojazdów 43 największych producentów samochodów osobowych.

Tak mają wyglądać już niebawem drogi w Holandii! Fluorescencyjne pasy, wzory reagujące na zmianę pogody, inteligentne doświetlanie a nawet pas indukcyjny do ładowania samochodów elektrycznych. W Polsce gdzie pękają nawierzchnie nowo otwartych płatnych autostrad, brzmi to co najmniej jak science fiction. A jednak są kraje, gdzie kierowcom nie wystarcza już gładki asfalt bez dziur i kolein, oczekują czegoś więcej niż bezpieczeństwa, chcą dobrego wyglądu i estetyki otoczenia. Patrząc na zwykły asfalt trudno dopatrzyć się tu pola do popisu dla projektantów, a jednak…

  • drogi 1
  • drogi 2
  • drogi 3
  • drogi 4

Projekt otrzymał już nagrodę z dziedziny wzornictwa - Dutch Design Award - w kategorii najlepszej koncepcji na przyszłość. Jednak Smart Highway (inteligentne autostrady) nie będzie tylko koncepcją. W połowie 2013 roku dwa z jego elementów - farba fotoluminescencyjna i dynamiczna - zostaną zastosowane w Holandii, reszta projektu ma  się ziścić w 2017 r. Szczerze zazdrościmy…  

   
© 2005-2015 HQ Service